piątek, 7 listopada 2008

Zatrzymac Kurskiego ...

To moglo zdarzyc sie tylko w Polsce.
Kolumna samochodow Centralnego Biura Sledczego, pedzi okolo 140 km/h na drodze Gdansk - Warszawa, przewozac dwoch groznych przestepcow. Tak ogromna predkosc nie jest przypadkiem. Wynika z procedur, ktorych nalezy przestrzegac przy konwojowaniu niebezpiecznych przestepcow. Predkosc powyzej 120 km/h pozwala wyprzedzic wszystkich uzytkownikow ruchu oraz szybko i skutecznie zlokalizowac ewentualna probe odbicia przewozonych badz ataku na konwoj, w postaci innych pojazdow pedzacych z podobna predkoscia.
Warto dodac ze podobne procedury stosuje sie w przypadku konwojowania waznych osobistosci, politykow i zagranicznych gosci, tak zwanych VIP.

Tymczasem ta sama drogo porusza sie "powazny" polityk, "powaznej" partii opozycyjnej, pan Jacek Kurski. Bedac znanym obronca ucisnionych oraz pretendentem do tytulu Meza Stanu, usiluje dostac sie do stolicy, gdzie - jak pozniej poinformuje media - "czekaja na niego ludzie"

Pan Kurski, nie obracajac w srodkach, po prostu wlacza swiatla awaryjne, przyspiesza do 130 km/h i dolacza do konwoju, jadac za nim dobrych kilkanascie kilometrow, skutecznie wymijajac wszelkie korki oraz blokady przygotowane przez policje drogowa. Pan Kurski - tak bardzo skupiony na dobrej zabawie - nie zauwaza przynajmniej kilku prob zatrzymania go przez policyjne patrole. Nie zwazajac na nic mknie w swoim ciemnym Mercedesie, niczym glowny bohater filmu sensacyjnego.

Jego przygoda konczy sie kiedy zostaje zatrzymany przez policyjna blokade, ktora w porozumieniu z CBS proboje zatrzymac pojazd, ktorego kierowca podejrzewany jest o probe odbicia groznych przestepcow ...
Jak powaznie zdziwieni musieli byc policjanci ktorzy za kierownica ujrzeli posla na sejm RP, pana Jacka Kurskiego ...

Historia jak z filmu o Jamesie Bondzie? Nie, raczej historia jak z horroru.
Pan Kurski po zatrzymaniu, lekko zaskoczony calym wydarzeniem, po prostu okazal legitymacje poselska po czym wytlumaczyl oslupialym policjantom o co chodzi z tm powszechnie znanym ... immunitetem poselskim. A chodzi ni mniej ni wiecej o to, ze panowie policjanci powinni sobie znalezc powazniejsze rzeczy do roboty niz zatrzymywanie posla na sejm RP, wykonywujacego prace zwiazane z realizacja mandatu posla ... czyli lamania wszelkich mozliwych przepisow drogowych, stwarzania niebezpieczenstwa na drodze publicznej oraz lekcewazenia prawa.

Jako prosty obywatel, chcialbym zadac kilka pytan.
Co powyzsza historia ma wspolnego z wykonywaniem pracy posla na sejm poza ewidentnym lekcewazaniem prawa i narazaniem innych obywateli na powazne niebezpieczenstwo utraty zdrowia lub zycia? Jaki mandat zaplacil pan Kurski w zwiazku ze zlamaniem tak wielu przepisow?

Zasadniczym pytaniem jakie nalezaloby zadac analizujac powyzsze zdarzenie, dotyczy tez przedewszystkim kwestii bezkarnosci polskich politykow oraz naduzyc przywilejow plynacych z posiadania immunitetu poselskiego. Swiadkami ilu kolejnych absurdow musi jeszcze byc polskie spoleczenstwo, zanim ktorys z rzadow w koncu zaproponuje ustrawe ograniczajaca immunitet poselski?

Wydawaloby by sie, ze obecny Premier RP, pan Donald Tusk, ktory podrozuje pociagiem aby zaoszczedzic na samolotach, doskonale rozumie sile PR-u ukazujacego go jako oszczednego i sprawiedliwego gospodarza, jednak historia pana Kurskeigo, zamiast sprowokowac szybka reakcje rzadu w postaci projektu ustawy o ograniczeniu immunitetu - ktora przed wtyborami obiecywal pan Tusk - przeksztalcila sie jedynie w kolejny salonowy zart.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz